Telewizja w komórkach – fajna technologia, tylko komu potrzebna?
Jeszcze kilka lat temu wydawało się, że kolejnym etapem rozwoju komórek będzie wyposażenie ich w tunery do odbioru telewizji cyfrowej. Od kilku lat wyświetlacze telefonów mobilnych są już na tyle duże, że spokojnie można oglądać na nich filmy. Pozostała decyzja – czy nadawać w formie broadcastu (jak w tradycyjnej telewizji), czy streamingu (jak w Internecie). W 2007 roku mobilna telewizja była tuż, tuż…
Potem nastąpił nagły odwrót. Mimo rozwoju technologii, liczba osób zainteresowanych odbieraniem telewizji przez komórkę cały czas spada. Według badania przeprowadzonego przez Ericsson Consumer Lab, między 2006 a 2009 rokiem odsetek chętnych na taką usługę zmniejszył się z 17 do 12 procent. Dlaczego tak się dzieje? Z pewnością zaważył tu fakt, że dziś większość telefonów jest wyposażona w oprogramowanie, umożliwiające oglądanie telewizji internetowej. Ale nie jest to oferta zbyt szeroka. Drugim powodem są więc koszty.
Telewizja na komórkę jest nadal atrakcyjna dla ludzi młodych – co czwarty chciałby mieć możliwość jej oglądania. Ale pod pewnymi warunkami. Pierwszy jest taki, że początkowo miałaby być to dodatkowa, bezpłatna usługa, oferowana przez operatorów jako promocja lub test. Drugi – że telefony wyposażone w tunery nie będą dużo droższe od tradycyjnych. O ile ten drugi warunek jest już możliwy do spełnienia (tuner kosztuje góra kilkanaście dolarów), to na pierwszy operatorzy raczej nie pójdą.
Co jednak oglądaliby ludzie na komórkach, gdyby mieli taką możliwość? Badania przeprowadzone przez Ericssona mówią, że:
- Serwisy informacyjne (44 %)
- Kanały muzyczne (40%)
- Filmy (34%)
- Relacje sportowe (31%)
Potencjał więc jest, ale chętnych do uruchomienia usługi niewielu. Telewizja na komórkę czeka wciąż na swojego guru, który „przełoży” technologię na przynoszący zyski model biznesowy.




















